strona główna

Archive for the 'Sprzęt' Category

Nie kibicuję MacBook Air

Wednesday, January 16th, 2008

Nie kibicuję MacBookowi Air. Jobs, jak to Jobs, wmawia ludziom że właśnie stworzył "nowy standard notebooka", pomimo tego, że istniały już laptopy i mniejsze, i lżejsze, i z dyskami bez elementów mechanicznych. Rzeczywistą nowością od strony technicznej jest touchpad z wykrywaniem wielu dotknięć, niedobór portów i brak szybkiej sieci.

A mi chodzi po głowie pytanie: czy zrezygnowalibyście z opengl-owego managera okien, Expose i podobnych zabawek jeśli obniżyłoby to cenę potrzebnego sprzętu o połowę? Serio, ilu ludziom są tak naprawdę potrzebne gigaherce i gigabajty w laptopie? Bo ja wolałbym procesor nawet sprzed 3-5 lat, za to w niewielkiej obudowie, tanio i lekko. Prawo Moore'a daje się stosować na różne sposoby: IBM Lenovo x61 można kupić w tej chwili za jakieś 70% ceny, jaką zapłaciłem 3,5 roku temu za jego ówczesny odpowiednik – IBM x31 (ten sam rozmiar, wolniejszy procesor, mniej pamięci, mniejszy dysk), i to nie biorąc pod uwagę inflacji. Gdyby była taka możliwość, chętniej kupiłbym teraz fabrycznie nowe x31 niż x61 jeśli oznaczałoby to znaczące obniżenie ceny.

Dlatego kibicuję Asusowi EEE i mam nadzieję że więcej firm pójdzie w tym kierunku: sprzętu wolniejszego, za to małego i w takiej cenie, że ewentualny upadek lub kradzież nie są tragedią.

Nawigacja GPS: Mio P350 + Automapa 4

Wednesday, October 3rd, 2007

mio_p350.JPGNo dobrze, przyznam się publicznie: od dłuższego czasu czekałem na pretekst, żeby sobie kupić mapę z GPS :) Pretekst się trafił, więc przez miesiąc męczyłem pytaniami znajomych i taksówkarzy, szukałem informacji w sieci, w końcu kupiłem odpowiedni zestaw, a trzy tygodnie testów w Polsce, Czechach i Niemczech przekonały mnie, że wybrałem dobrze.

Oprogramowanie to Automapa Europy. Okazała się bardzo wygodna (obsługa przez duże i wyrażne przyciski na ekranie, rysik potrzebny jest tylko przy wpisywaniu adresów) i dokładna. Trasy wyznacza dość sensownie, chociaż zdarza się jej namawiać do złamania zakazu wjazdu (z rzadka) albo strefy tylko dla pieszych (to już częściej, w moim przypadku przynajmniej raz skutecznie, na co mam dowód: blok na pokutu za 1000 koron). W Czechach w ramach trasy "szybkiej" potrafi przeprowadzić opłotkami. W Polsce raz na środku długiej prostej wyznaczyła mi zwrot o 360 stopni, udałem że nie widzę. W większości sytuacji działa jednak poprawnie.

Sprzęt to Mio Digiwalker P350: PocketPC z wbudowanym odbiornikiem GPS na Sirf Star III. Oprócz samego palmtopa pudełko zawiera dopasowany do niego uchwyt samochodowy i dwie ładowarki – samochodową i sieciową. Zestaw jest przemyślany i sprawia bardzo dobre wrażenie, po miesiącu mam tylko jedno zastrzeżenie: dioda informująca o podłączeniu ładowarki jest tak jasna, że przeszkadza podczas jazdy nocą. Jak to bywa ze sprzętem high tech, należy go uzupełnić rozwiązaniem low tech i czymś zakleić ten fragment obudowy. Miłym akcentem jest solidne ucho do przypięcia smyczy.

Całość polecam.

Linksys WAG54GS

Tuesday, April 18th, 2006

Czyli jak wydałem bez sensu 400zł.

Wszystko zaczęło się dwa miesiące temu, krótko po zakupie Maca Mini, od problemów z podłączeniem tego do sieci. Coś, co początkowo wyglądało na problem z kartą sieciową (nie pomagała ani wymiana kabla, ani przepięcie w inne gniazdo rutera, a w tym samym czasie podłączone były do niego dwie inne maszyny, które nie zauważyły jakichkolwiek problemów z łącznością) okazało się najdziwniejszym padem rutera jaki kiedykolwiek widziałem.

Mój WAG54G po dwóch latach w zasadzie bezproblemowej pracy zwariował i zaczął sobie wybierać jeden z podłączonych komputerów i uprzykrzać mu życie. Restart pomagał na kilka dni, po tym czasie ruter losował kolejną ofiarę. Objawy za każdym razem takie same: z punktu widzenia komputera połączenie znikało mniej więcej raz na sekundę, więc o jakiejkolwiek łączności można było zapomnieć. Ciekawostka: Windows i Linux znosiły to bez problemów, za to Mac OS X migotania sieci nie wytrzymywał i zawieszał się na dobre.

Oczywiście, najprostsze rozwiązanie nasuwa się samo. Trzeba coś restartować co kilka dni? Nie ma sprawy, należy kupić w Castoramie czy innym Leroy Merlin programowalny włącznik i ustawić go na krótkie wyłączenie zasilania raz dziennie, powiedzmy o 6 rano.
Całkowity koszt operacji to jakieś 50zł + pół godziny na przejazd do sklepu i z powrotem. Ale nie, to by było zbyt prosta i ryzykowna prowizorka – ja potraktowałem te problemy jako sygnał, że ruter zaczyna padać na dobre i należy go wymienić zanim całkowicie się zepsuje w najmniej odpowiednim momencie.

Padło znowu na Linksysa. Mam już D-Linka DSL-504T z paskudnie piszczącym modemem ADSL, więc tę firmę wolałem omijać. Trochę dobrego słyszałem o podobnych urządzeniach US Robotics, ale z tego WAG43G w zasadzie byłem zadowolony – działał bez większych problemów przez dwa lata, co powoli zaczyna być niezłym wynikiem jak na tanią elektronikę. Parę błędów miał, wszystkie dawało się obejść domowymi sposobami, więc nie było specjalnie na co narzekać. Ostatecznie kupiłem prawie to samo, tylko nieco nowsze – WAG54GS. I oj, co to był za błąd.

W telegraficznym skrócie, różnice między WAG54GS a WAG54G:

  1. obsługa 802.11g oprócz 802.11b – szybsza sieć bezprzewodowa,
  2. całkowicie bezużyteczne QoS: można określić priorytety pakietów (wysoki/średni/niski) w zależności od numeru portu (pięć wpisanych na sztywno: FTP, HTTP, Telnet, SMTP, POP3 oraz trzy miejsca na wpisanie własnych),
  3. włącznik. WAG54G wyłączało się przez odpięcie kabla zasilającego, a WAG54GS ma szpanerski, świecący przycisk.

I tyle. Proszę zwrócić szczególną uwagę na brak wpisu "4. WAG54GS nie trzeba restartować co kilka dni." Dlaczego, spytacie, nie umieściłem na liście tego wpisu? Otóż dlatego, że WAG54GS trzeba restartować co kilka dni: fabrycznie nowy, świeży ruter z najnowszym oprogramowaniem zawiesza się po kilku dniach ciągłej pracy, więc w zasadzie można by uznać że jego użyteczność jest taka sama jak starego, psującego się już urządzenia.

No, prawie.

Punkt 3 na liście oznacza, że WAG54GS nie włącza się sam po podłączeniu zasilania, więc – po pierwsze – po awarii zasilania sieć nie wstanie sama, oraz – po drugie – nie działa  sztuczka z programowalnym włącznikiem. Tak więc fabrycznie nowy, świeży ruter z najnowszym oprogramowaniem jest mniej użyteczny od starego, psującego się już urządzenia. Litości, ja zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to sprzęt z kategorii enterprise, ale to jeszcze nie powód żeby go z wersji na wersję psuć.

A na razie pozostaje mi, po krótkiej wyprawie do najbliższej Castoramy, podłączyć stary ruter.

DWL-900AP+

Monday, August 29th, 2005

Kolejna zabawka.

Do nabytego niedawno DSL-504T dokupiłem punkt dostępu sieci bezprzewodowej [DWL-900AP+][url_dwl900ap]. Tej samej firmy i z niezłymi opiniami w sieci, więc mam nadzieję że będzie działać sensownie. Zadaniem głównym było podłączenie do internetu komputera stojącego w odległości kilkunastu metrów i paru niekorzystnie ustawionych ścian, a dodatkowym – objęcie WiFi całego dwupiętrowego domu, najlepiej razem z przyległościami. Komputer miał już kartę DWL-510 (802.11b). Na wszelki wypadek wymieniłem od razu anteny w obu urządzeniach na DWL-50AT; efekt – moc i jakość sygnału na poziomie 90-95%.

Pierwsze wrażenia nie było złe, chociaż zawiedziony byłem zachowaniem karty sieciowej. Po włączeniu system (Windows 2000) potrzebuje jakichś 2 minut na połączenie się z punktem dostępu, chociaż stojący tuż obok laptop z Centrino dostawał się do sieci w ciągu sekund.

Raz też zdarzyło się tak, że przez dłuższy czas wspomniany komputer nie miał dostępu do sieci. To może być z kolei wina punktu dostępu, niestety nie byłem już w stanie tego sprawdzić. Z tego co słyszałem może się po prostu okazać, że trafiłem na egzemplarz który trzeba odłączyć od prądu raz na dobę. Zobaczymy.

A co do DSL-504T: od czasu zainstalowania po prostu działa, bez przerw i problemów. Oby tak dalej.

[url_dwl900ap]: http://support.dlink.com/products/view.asp?productid=DWL-900AP%2B