strona główna

Archive for the 'Firmy' Category

Bootstrap 8.02

Monday, February 18th, 2008

W najbliższą sobotę odbędzie się kolejny Bootstrap, rocznicowo-nietypowy.

Po pierwsze, będzie nietechnicznie: temat całości to Social Lending – społecznościowe podejście do pożyczek. Po drugie, będzie okazja posłuchać szefów czterech polskich serwisów tego typu. Po trzecie, jednorazowo zmieniamy miejsce na większe: sala Starej Drukarni, Ogrodowa 31/35, o 200 metrów od Chłodnej 25.

Więcej informacji o:

Kreacja w Druku - start

Thursday, October 12th, 2006

LicytacjaNareszcie mogę pochwalić się, co zajmowało mój czas na tyle skutecznie, że przez ostatnie dwa miesiące nie opublikowałem ani jednego wpisu: w poniedziałek, 9 października, oficjalnie wystartował serwis aukcyjny usług poligraficznych "Kreacja w Druku". Bardziej szczegółowy opis i kilka zrzutów ekranu można znaleźć na tej stronie.

Pierwsza publiczna prezentacja odbyła się podczas konferencji "Kreacja w Druku. Nowe technologie". Wbrew obowiązującym trendom obyło się bez komunikatów o błędach, braku połączenia z Internetem oraz wypowiedzi typu "to naprawdę fajna strona kiedy działa" i niezmiennie popularnego "ups".

Serwis został napisany w Pythonie, z wykorzystaniem Django, które okazało się rewelacyjnym środowiskiem do tworzenia aplikacji www. Przydał się też, oczywiście, Javascript, głównie po to żeby dodać trochę interaktywności do bardzo złożonych formularzy.

Przekontentowanie

Thursday, June 15th, 2006

http://blog.elksoft.pl/wp-content/20060614_web_20_kadr.jpg

No, i się odbyła: pierwsza chyba w Polsce konferencja z "Web 2.0" w nazwie. Program, a niedługo pewnie też fotoreportaż i podcast, tutaj. Poza tym, co tam opisane, odbyły się premiery trzech serwisów: trendomierz.pl/trendomierz.net, biznes.net, wiadomosci24.pl i zapowiedź streemo.pl, polskiego odpowiednika youtube.

Nie dotrzymałem do końca całości, ale zdecydowanie warto było zobaczyć prezentację Artura Gortycha z artegence na temat filmweb.pl i tworzenia społeczności internetowych – zrobiłem w jej trakcie więcej notatek niż podczas całej reszty konferencji. Świetna okazała się też prelekcja Piotra Szostaka z Comtica (współzałożyciela 4fun.tv i, jak rozumiem, człowieka współodpowiedzialnego za wyjątkowo koszmarne reklamy "nie bawisz się - nie żyjesz") o programach korzystających wykorzystujących telewizję, internet i telefony komórkowe.

Do pominięcia była prezentacja Michała Kowalewskiego z Intela, teoretycznie mająca wytłumaczyć dlaczego "Web 2.0" nie jest powtórzeniem "dotcom boom" z lat '90, w praktyce sprowadzająca się do ogólników (użytkownicy mają głos, popularne zrobiły się łącza szerokopasmowe) znanych każdemu, kto chociaż trochę orientuje się w tym co się działo w Internecie w czasie ostatnich kilku lat, co w tym przypadku oznaczało 100% publiczności.

Bogdan Wiśniewski z MCI Management opowiedział o "Web 2.0" widzianym z punktu widzenia inwestorów i użytkowników biznesowych. Co ważne: obecne rozwiązania wykorzystywane przez firmy (np. email) okazują się zbyt trudne w użyciu, nie nadają się do tworzenia treści przez wiele osób. W firmach stopniowo pojawia się coraz więcej ludzi przyzwyczajonych do wiki, prostych stron www, wygodnych interfejsów tworzonych od początku z myślą o współpracy. Dzięki tym ludziom biznes stopniowo przesiada się na rozwiązania "web 2.0" – wiki, salesforce.com.

Zbigniew Braniecki pofatygował się z Kaliforni, żeby opowiedzieć o różnicy między "web 1.0" a "web 2.0" z punktu widzenia użytkownika. Fragmentami znowu ogólniki, ale duża część prezentacji była ciekawa:

  • ważna jest dostępność (accessibility) stron www, także z punktu widzenia osób pełnosprawnych ale próbujących dostać się do danych za pośrednictwem mniej popularnych urządzeń lub programów, na przykład biznesmena z komórką,
  • modele biznesowe – firefox, flock zarabiają na umowach z google, yahoo, innymi firmami,
  • o definicji web 2.0 – nie dorobiliśmy się jej jeszcze, bo proces powstawania tego tworu jeszcze się nie zakończył.

Organizacyjnie było różnie; zainteresowanie konferencją było tak duże, że część osób siedziała na korytarzu na doniesionych w ostatniej chwili krzesłach. Sala niezbyt dobrze nadaje się do tego rodzaju imprez – ekran był zbyt nisko umieszczony, przez co duża część publiczności miała problemy z zobaczeniem dolnych 20% slajdów. Problemy ze sprzętem i krzesłami opóźniły start całości o ponad pół godziny.

Trudności aklimatyzacyjne mogła sprawiać używana terminologia – ja wiem, że zajmuję się dziedziną masowo importującą słownictwo z języka angielskiego, ale jakoś nie mogę się przyzwyczaić do prowajderowania kontentu na sajtach. Twórcy. Treść. Zawartość. Dane. Nie kontent.

Skrót, podsumowania i dodatkowe informacje na blogach web20.pl, antyweb.pl.

Aktualizacja:  dokładniejsza relacja tutaj, załapałem się nawet na zdjęcie :)

Heinlein

Saturday, July 16th, 2005

Przeglądając [blog Jarka Zgody](http://zgoda.jogger.pl/#e132130) trafiłem na ten tekst:

"Istota ludzka powinna umieć zmieniać pieluchy, zaplanować inwazję, ubić wieprza, zbudować statek, zaprojektować dom, napisać sonet, poprowadzić księgę rachunkową, zbudować mur, nastawić złamanie, pocieszać umierających, wydawać rozkazy, przyjmować rozkazy, działać w grupie, działać samemu, rozwiązywać równania, analizować nowe problemy, roztrząsać nawóz, zaprogramować komputer, ugotować smaczny posiłek, walczyć skutecznie i umrzeć chwalebnie. Specjalizacja jest dla insektów." – Heinlein, "The Notebook of Lazarus Long"

Świetne. Przy okazji szukania źródła trafiłem na to:

"Programista powinien umieć znaleźć błąd, sprzedać aplikację, przebudować prowizorkę, poprowadzić zespół, zaprojektować aplikację, zaplanować projekt, zbudować bazę danych, skonfigurować sieć, zaimplementować opowieści użytkowników, przeanalizować opowieści użytkowników, pracować w zespole, pracować samemu, używać wzorców, tworzyć nowe rozwiązania, pisać dokumentację, mieć prawdziwe życie, stworzyć fajny serwis www, pisać listy wydajnie, rezygnować z wdziękiem. Specjalizacja jest dla werbowników." – Peter Merel ([podobno](http://no-smok.net/nsmk/SpecializationIsForInsects))

Zgadzam się. Nie wymagałbym wielkich umiejętności marketingowych i handlowych, ale należy mieć przynajmniej cień świadomości na temat tego jak myślą i czego oczekują od oprogramowania użytkownicy. Manie prawdziwego życia w tym bardzo pomaga.

Nie chodzi też o to, żeby programista faktycznie zajmował się administracją sieci. Powinien jednak wiedzieć, jak działa, czego się spodziewać, a w razie problemów – jak szukać ich przyczyn.

Więcej na ten temat napisał dwa lata temu [Eric Sink](http://notalegend.com), w tekście ["Potrzebujecie programistów, nie koderów"](http://software.ericsink.com/No_Programmers.html). Oj, tak.

Już tylko niecałe trzy dni..

Sunday, July 3rd, 2005

Zaniedbałem bloga ostatnio – duże ilości pracy i wyjazdy spowodowały wyraźny niedobór czasu. A w międzyczasie, po cichu przysunęły się problemy: za mniej niż trzy dni głosowanie nad przyjęciem poprawek do dyrektywy patentowej Unii Europejskiej. Ich odrzucenie oznacza pojawienie się poważnych problemów na wzór amerykański: realną groźbę pozwu dla każdej firmy, której uda się wybić z czymś nowym bez wsparcia kogoś z odpowiednim zapleczem finansowym. Pozostaje mieć nadzieję, że patenty na odsyłacze, koszyki internetowe, dwuklik i inne trywialne "wynalazki" jednak nas ominą...

Z zupełnie innej beczki: Karpacz jest świetny, a dwa dni niemal całkowitego oderwania od pracy raz na jakiś czas to jest to.

karpacz_1

Steve Jobs na WWDC 2005

Thursday, June 9th, 2005

Ten człowiek naprawdę potrafi prowadzić prezentacje. Trwa godzinę, ale zdecydowanie warto obejrzeć. Zaczął od chwalenia się, wielkich liczb i imponująco przedstawionych faktów, wprowadził ludzi w nastrój uczestnictwa w czymś wyjątkowym, a dopiero wtedy przeszedł do omawiania spraw, które mogą spowodować kłopoty. A ma się czym chwalić, interfejs Mac OS X jest niesamowity.

Chyba potrzebny mi jest nowy komputer. Tylko teraz już nie warto, jeśli za pół roku mają zacząć pojawiać się maki intelowe.

Co, przy okazji, wygląda jak dokładna powtórka zachowania Adama Osborne i dokładnie tego błędu, który był bezpośrednią przyczyną bankructwa OCC...

Cluetrain Manifesto

Sunday, June 5th, 2005

...czytam. I przytakuję.

Świetny tekst o rewolucji, jaka dokonuje się na rynkach za sprawą Internetu. A właściwie już się dokonała, tylko jeszcze nie wszyscy zauważyli: dzięki IRCowi, czatom, forom dyskusyjnym, blogom znacznie łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej jest przekazać innym swoją opinię o właśnie przeczytanej książce, niedawno kupionym samochodzie, obejrzanym filmie, nowej płycie CD albo zainstalowanym kilka dni temu programie. I znacznie łatwiej znaleźć opinie innych na temat wybranego produktu.

To jest jedna z przyczyn, dla których firmy działające tradycyjnie tracą swoją przewagę: dotarcie do potencjalnego klienta jest teraz tańsze i prostsze. Większe znaczenie ma zadowolenie klientów ze sprzedanego im produktu niż ilość pieniędzy wydanych na reklamę.

I tyle, wracam do lektury.

Osborne Computer Corporation

Saturday, June 4th, 2005

Do niedawna byłem przekonany, że pierwszym przenośnym komputerem był Compaq Portable. Myliłem się. Nieco wcześniej, w 1981 roku, w sprzedaży pojawił się Osborne (nazwę później zmieniono na Osborne I).

Procesor Z80, 64 kilobajty pamięci RAM, dwie stacje dysków (na dyskietki mieszczące 92kb) pięciocalowy wyświetlacz, wszystko razem z klawiaturą zapakowane jak maszyna do szycia i ważące nieco ponad 12kg. Ówczesny odpowiednik Sony Vaio, zarówno pod względem użyteczności, jak i współczynnika chciałbymtomieciości.

Niesamowita jest zmiana pojęcia przenośności, jaka nastąpiła od momentu wprowadzenia tego komputera. Znacznie bardziej fascynująca jest jednak historia Osborne Computer Corporation – firmy, która go wyprodukowała: trzy lata wystarczyły jej do tego, żeby od momentu założenia przez Adama Osborne wspiąć się na szczyt i z hukiem wrócić.

Osborne I stał się hitem z dnia na dzień, głównie dzięki temu, że dołączono do niego komplet oprogramowania pozwalającego na zrobienie praktycznie wszystkiego, do czego komputer mógł być przydatny: pisania tekstów (WordStar), obliczeń (SuperCalc) i programowania (dwie wersje Basica). Po raz pierwszy ktoś wykorzystał w ten sposób spostrzeżenie, że jeśli chodzi o namawianie potencjalnych klientów do zakupu, aplikacje są znacznie bardziej przekonujące niż dane techniczne sprzętu. Jeśli do tego dodać bardzo niską cenę (Osborne I kosztował $1795, a samo oprogramowanie było warte $1500) i wygodę (był to pierwszy komputer zaprojektowany z myślą o tym, żeby mieścił się pod siedzeniem w samolocie), nie jest dziwne że w czasie pierwszych 8 miesięcy OCC zbierało zamówienia na pięc razy więcej komputerów niż było w stanie wyprodukować. A później zaczęły się kłopoty.

Po pierwsze, w tym samym roku co Osborne I zadebiutował IBM PC. Teraz wiadomo, że wyparł praktycznie wszystko co nie było z nim kompatybilne, z wyjątkiem sprzętu ze znaczkiem jabłka. Po drugie, OCC rozrastało się znacznie szybciej niż potrafiło, co odbiło się niekorzystnie na jakości sprzętu. Po trzecie, bardzo szybko pojawiła się konkurencja (Kaypro i właśnie Compaq Portable), której udało się ominąć część wad Osborne I, takich jak mały ekran i usterki.

Gwoździem do trumny okazało się wprowadzenie konkurencji dla własnego produktu. W 1983 Adam Osborne ogłosił plany wyprodukowania modelu Executive. Teoretycznie był skierowany do nieco innej grupy klientów (miał być o ponad $500 droższy), ale ta różnica okazała się mało znacząca: większość sklepów natychmiast, na długo przed wprowadzeniem nowego modelu, wycofała swoje zamówienia na Osborne I. Nie pomogły już drastyczne obniżki cen. W tym czasie OCC prowadziło już prace nad komputerem zgodnym z IBM PC, ale nie zdążyła już ich dokończyć.

Bardzo ciekawe strony:

Licencje na oprogramowanie umierają?

Saturday, May 28th, 2005

Jeden z tych odsyłaczy, dla których warto przeglądać co jakiś czas nagłówki Slashdota: Is the enterprise software licensing business dying?.

W skrócie: coraz wyraźniejszy jest spadek ilości pieniędzy przeznaczanych na zakup licencji na oprogramowanie dla firm. Firmy bazujące na modelu sprzedaży produktów – licencji na oprogramowanie – zaczynają mieć problemy, bo są wypierane przez znacznie mniejsze przedsiębiorstwa działające według zasady "darmowe oprogramowanie + płatne konsultacje i dodawanie funkcjonalności na zamówienie".

I właściwie nie ma się czemu dziwić. Tworzenie oprogramowania jest coraz tańsze – maleją ceny sprzętu, narzędzi (takich jak kompilatory lub środowiska programistyczne), utrzymania biura (coraz więcej ludzi pracuje w domu), jak napisał niedawno Paul Graham – koszt założenia i utrzymania niewielkiej firmy programistycznej jest tak niski, że znika w szumie: nie jest już niezbędne biuro, komputery spowszechniały, a telefony komórkowe i natłok sposobów, na które można podłączyć się do Internetu sprawiają że pracować można właściwie gdziekolwiek.

Mniejsze koszty sprawiają, że do utrzymania się firmy wystarczają znacznie niższe przychody. Można więc pozwolić sobie na rozdawanie oprogramowania za darmo i zarabianie na usługach.

Jeszcze do niedawna duże firmy wygrywały marketingiem – wyraźny udział w kosztach tworzenia oprogramowania miała konieczność utrzymania sprzedawców, reklamy, szkoleń i imprez demonstracyjnych. To też się zmienia:

* darmowe wersje działają lepiej od najlepszych wersji demo – zapewniają rozgłos, referencje i dużą grupę ludzi (w wielu przypadkach – ewangelistów) polecających oprogramowanie znajomym, a z punktu widzenia klienta – niezwykle niski poziom ryzyka,
* blogi przekazują informacje znacznie szybciej i skuteczniej od prasy. Taka reklama jest też skuteczniejsza – wiadomości od znajomych są traktowane zupełnie inaczej niż hasło "jesteśmy najlepsi" zajmujące całą stronę w gazecie. Dlatego też Microsoft zdecydował się zatrudnić autorów blogów do propagowania Longhorna,
* firmy udostępniające przynajmniej podstawowe wersje oprogramowania lub serwisów za darmo są zupełnie inaczej postrzegane. Znacznie mniej zachodu kosztuje je utrzymanie pozytywnego wizerunku.

To są naprawdę fajne czasy. :)