strona główna

Archive for June, 2005

Hostingowej odysei ciąg dalszy

Saturday, June 18th, 2005

...a właściwie koniec.

Przykra wiadomość jest taka, że wszystkie miejsca, które jednocześnie zapewniałyby mi hosting z odpowiednią (jak w "niemożliwą do zapełnienia przez jednego użytkownika z neostradą") przepustowością *oraz* spełniały wymagania GIODO oznaczałyby wydatki większe niż byłbym skłonny ponieść. Koszty rzędu 1500zł miesięcznie to trochę dużo jak za serwer, na którym na razie nie będzie nic przynoszącego jakiekolwiek pieniądze.

Co oznacza przejście do planu B.

Plan B polega na rozbiciu serwisu na dwie części: jedną zajmującą się danymi osobowymi, drugą – całą resztą. Pierwsza część będzie w miejscu nad którym mam całkowitą kontrolę, ale koszty podłączenia do Internetu są dość duże w przeliczeniu na ilosć przesyłanych danych, a druga – w firmie hostingowej.

Z punktu widzenia użytkownika nie zmienia to praktycznie niczego – strony typu "Twoje konto" będą obsługiwane przez inny serwer niż cała reszta serwisu i tyle. Od strony technicznej, oczywiście, różnica będzie nieco większa, ale nic niesamowicie skomplikowanego.

A to oznacza, że mogę już skończyć szukanie hostingu. Pozostaje zgłosić bazę do GIODO, wyczyścić ważne wpisy w [tracu][] (świetne połączenie odpowiednika bugzilli i wiki, zintegrowane z subversion – polecam) i już można zacząć ułatwiać sobie życie korzystaniem z serwisu :)

[tracu]: http://www.edgewall.com/trac/

Hostingu szukam

Friday, June 10th, 2005

A jeszcze kilka dni temu nie wiedziałem, że mam problem.

Potrzebne mi jest miejsce. Na serwis internetowy. A nawet więcej niż jeden. Właśnie w tym celu pół roku temu wykupiłem w home.pl konto Business Server Pro i do tej pory byłem zadowolony. Poczta działa, WordPress zainstalował się bez problemów, perl i python są (chociaż już nie do końca dobrze zainstalowane – python tylko przez CGI... ale mniejsza).

Schody zaczęły się kiedy się dowiedziałem, że jeśli serwis, który ma przetwarzać dane osobowe, umieszczam na komputerach którymi administruje ktoś inny – dba o bezpieczeństwo, robi kopie zapasowe, wszystko to czym sam wolałbym się nie zajmować – to należy formalnie, na piśmie, powierzyć mu przetwarzanie tych danych w zakresie niezbędnym do utrzymania konta przy życiu.

Problem polega na tym, że home nie chce. Więc znowu szukam firmy hostingowej, tym razem skłonnej przejąć odpowiedzialność za to, co i tak powinna zagwarantować.

Z zupełnie innej beczki: Robert Cringely też skojarzył przemówienie Jobsa z Osbornem, tylko wyciągnął ciekawszy wniosek: Apple niedługo połączy się z Intelem. Teraz, jak już ktoś to napisał, wygląda to całkiem prawdopodobnie...

Steve Jobs na WWDC 2005

Thursday, June 9th, 2005

Ten człowiek naprawdę potrafi prowadzić prezentacje. Trwa godzinę, ale zdecydowanie warto obejrzeć. Zaczął od chwalenia się, wielkich liczb i imponująco przedstawionych faktów, wprowadził ludzi w nastrój uczestnictwa w czymś wyjątkowym, a dopiero wtedy przeszedł do omawiania spraw, które mogą spowodować kłopoty. A ma się czym chwalić, interfejs Mac OS X jest niesamowity.

Chyba potrzebny mi jest nowy komputer. Tylko teraz już nie warto, jeśli za pół roku mają zacząć pojawiać się maki intelowe.

Co, przy okazji, wygląda jak dokładna powtórka zachowania Adama Osborne i dokładnie tego błędu, który był bezpośrednią przyczyną bankructwa OCC...

Cluetrain Manifesto

Sunday, June 5th, 2005

...czytam. I przytakuję.

Świetny tekst o rewolucji, jaka dokonuje się na rynkach za sprawą Internetu. A właściwie już się dokonała, tylko jeszcze nie wszyscy zauważyli: dzięki IRCowi, czatom, forom dyskusyjnym, blogom znacznie łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej jest przekazać innym swoją opinię o właśnie przeczytanej książce, niedawno kupionym samochodzie, obejrzanym filmie, nowej płycie CD albo zainstalowanym kilka dni temu programie. I znacznie łatwiej znaleźć opinie innych na temat wybranego produktu.

To jest jedna z przyczyn, dla których firmy działające tradycyjnie tracą swoją przewagę: dotarcie do potencjalnego klienta jest teraz tańsze i prostsze. Większe znaczenie ma zadowolenie klientów ze sprzedanego im produktu niż ilość pieniędzy wydanych na reklamę.

I tyle, wracam do lektury.

Osborne Computer Corporation

Saturday, June 4th, 2005

Do niedawna byłem przekonany, że pierwszym przenośnym komputerem był Compaq Portable. Myliłem się. Nieco wcześniej, w 1981 roku, w sprzedaży pojawił się Osborne (nazwę później zmieniono na Osborne I).

Procesor Z80, 64 kilobajty pamięci RAM, dwie stacje dysków (na dyskietki mieszczące 92kb) pięciocalowy wyświetlacz, wszystko razem z klawiaturą zapakowane jak maszyna do szycia i ważące nieco ponad 12kg. Ówczesny odpowiednik Sony Vaio, zarówno pod względem użyteczności, jak i współczynnika chciałbymtomieciości.

Niesamowita jest zmiana pojęcia przenośności, jaka nastąpiła od momentu wprowadzenia tego komputera. Znacznie bardziej fascynująca jest jednak historia Osborne Computer Corporation – firmy, która go wyprodukowała: trzy lata wystarczyły jej do tego, żeby od momentu założenia przez Adama Osborne wspiąć się na szczyt i z hukiem wrócić.

Osborne I stał się hitem z dnia na dzień, głównie dzięki temu, że dołączono do niego komplet oprogramowania pozwalającego na zrobienie praktycznie wszystkiego, do czego komputer mógł być przydatny: pisania tekstów (WordStar), obliczeń (SuperCalc) i programowania (dwie wersje Basica). Po raz pierwszy ktoś wykorzystał w ten sposób spostrzeżenie, że jeśli chodzi o namawianie potencjalnych klientów do zakupu, aplikacje są znacznie bardziej przekonujące niż dane techniczne sprzętu. Jeśli do tego dodać bardzo niską cenę (Osborne I kosztował $1795, a samo oprogramowanie było warte $1500) i wygodę (był to pierwszy komputer zaprojektowany z myślą o tym, żeby mieścił się pod siedzeniem w samolocie), nie jest dziwne że w czasie pierwszych 8 miesięcy OCC zbierało zamówienia na pięc razy więcej komputerów niż było w stanie wyprodukować. A później zaczęły się kłopoty.

Po pierwsze, w tym samym roku co Osborne I zadebiutował IBM PC. Teraz wiadomo, że wyparł praktycznie wszystko co nie było z nim kompatybilne, z wyjątkiem sprzętu ze znaczkiem jabłka. Po drugie, OCC rozrastało się znacznie szybciej niż potrafiło, co odbiło się niekorzystnie na jakości sprzętu. Po trzecie, bardzo szybko pojawiła się konkurencja (Kaypro i właśnie Compaq Portable), której udało się ominąć część wad Osborne I, takich jak mały ekran i usterki.

Gwoździem do trumny okazało się wprowadzenie konkurencji dla własnego produktu. W 1983 Adam Osborne ogłosił plany wyprodukowania modelu Executive. Teoretycznie był skierowany do nieco innej grupy klientów (miał być o ponad $500 droższy), ale ta różnica okazała się mało znacząca: większość sklepów natychmiast, na długo przed wprowadzeniem nowego modelu, wycofała swoje zamówienia na Osborne I. Nie pomogły już drastyczne obniżki cen. W tym czasie OCC prowadziło już prace nad komputerem zgodnym z IBM PC, ale nie zdążyła już ich dokończyć.

Bardzo ciekawe strony:

Jak pisać programy nie do utrzymania

Wednesday, June 1st, 2005

Znalezione dzisiaj: How
To Write Unmaintainable Code
.

"Ludzie projektujący języki piszą też ich kompilatory i biblioteki
standardowe. Nie jest dziwne, że starają się więc ułatwić sobie życie
trzymając się matematycznej elegancji. Jednak na każdego twórcę
kompilatora przypada 10'000 programistów, którzy będą tworzyć i
utrzymywać programy napisane z jego wykorzystaniem. Programistów,
którzy nie mają nic do powiedzenia w sprawie kompilatora, chociaż
tworzą nieporównanie więcej kodu. Znakomitym przykładem takiego
myślenia jest interfejs JDBC. Ułatwia życie autorom implementacji, ale
sprawia że codzienna praca z nim jest koszmarem." (ze strony "Philosophy")

Minęło już trochę czasu od kiedy ostatnio miałem okazję napisać coś
w Javie, ale tekst dokładnie pasuje do tego, co sobie przypominam –
język, w którym rzeczy tak proste jak odczyt zawartości pliku wymagały
dużej ilości kodu.

Ale to nie tylko Java; Javę pamiętam jak przez mgłę, ale C++ mam na
co dzień. STL jest powszechnie chwalony za czystość i wyraźny
podział na składowe, można w nim zrobić zadziwiające rzeczy, pod
warunkiem że ktoś czytuje pasjami Alexandrescu i lubi < szablony
< zagnieżdżone < do < kompletnej < nieczytelności >
> > > >. Ale w przypadku bibliotek to nie elegancja jest
celem. Ważniejsza jest przejrzystość i wygoda w tworzeniu
wykorzystującego je kodu. Przy całej matematycznej elegancji klasy std::string wolę
używać QString, głównie dlatego że ma całe mrowie metod
upraszczających często wykonywane operacje, jak konwersja liczby na
tekst. Proste rzeczy powinny dać się robić prosto.