Licencje na oprogramowanie umierają?
Saturday, May 28th, 2005Jeden z tych odsyłaczy, dla których warto przeglądać co jakiś czas nagłówki Slashdota: Is the enterprise software licensing business dying?.
W skrócie: coraz wyraźniejszy jest spadek ilości pieniędzy przeznaczanych na zakup licencji na oprogramowanie dla firm. Firmy bazujące na modelu sprzedaży produktów – licencji na oprogramowanie – zaczynają mieć problemy, bo są wypierane przez znacznie mniejsze przedsiębiorstwa działające według zasady "darmowe oprogramowanie + płatne konsultacje i dodawanie funkcjonalności na zamówienie".
I właściwie nie ma się czemu dziwić. Tworzenie oprogramowania jest coraz tańsze – maleją ceny sprzętu, narzędzi (takich jak kompilatory lub środowiska programistyczne), utrzymania biura (coraz więcej ludzi pracuje w domu), jak napisał niedawno Paul Graham – koszt założenia i utrzymania niewielkiej firmy programistycznej jest tak niski, że znika w szumie: nie jest już niezbędne biuro, komputery spowszechniały, a telefony komórkowe i natłok sposobów, na które można podłączyć się do Internetu sprawiają że pracować można właściwie gdziekolwiek.
Mniejsze koszty sprawiają, że do utrzymania się firmy wystarczają znacznie niższe przychody. Można więc pozwolić sobie na rozdawanie oprogramowania za darmo i zarabianie na usługach.
Jeszcze do niedawna duże firmy wygrywały marketingiem – wyraźny udział w kosztach tworzenia oprogramowania miała konieczność utrzymania sprzedawców, reklamy, szkoleń i imprez demonstracyjnych. To też się zmienia:
* darmowe wersje działają lepiej od najlepszych wersji demo – zapewniają rozgłos, referencje i dużą grupę ludzi (w wielu przypadkach – ewangelistów) polecających oprogramowanie znajomym, a z punktu widzenia klienta – niezwykle niski poziom ryzyka,
* blogi przekazują informacje znacznie szybciej i skuteczniej od prasy. Taka reklama jest też skuteczniejsza – wiadomości od znajomych są traktowane zupełnie inaczej niż hasło "jesteśmy najlepsi" zajmujące całą stronę w gazecie. Dlatego też Microsoft zdecydował się zatrudnić autorów blogów do propagowania Longhorna,
* firmy udostępniające przynajmniej podstawowe wersje oprogramowania lub serwisów za darmo są zupełnie inaczej postrzegane. Znacznie mniej zachodu kosztuje je utrzymanie pozytywnego wizerunku.
To są naprawdę fajne czasy.
